![]() |
| My Girl Friday |
Sympatyczni chłopcy z Phoenix wydali do tej pory dwie EP-ki, na których znajduje się łącznie dwanaście utworów, poza tym jednak w Internecie można się natknąć na wiele innych kawałków, wydawanych oddzielnie. Polecił mi ich LastFM, kiedy nie mieli jeszcze choćby stu tysięcy odsłuchań, jednak po odsłuchaniu próbki ich umiejętności zaprezentowanej w "We Are..." (2010) nie miałem wątpliwości - popularny serwis znów pozytywnie mnie zaskoczył, umieszczając band dość wysoko na liście zespołów pasujących do moich muzycznych preferencji.
W warstwie tekstowej poszczególnych utworów ciężko doszukiwać się rozbudowanych metafor czy też głębszych przemyśleń - to nie ten gatunek muzyki. Zaimki osobowe "she" oraz "you" pojawiają się oczywiście najczęściej, ale nie ulega żadnej wątpliwości, że jest to ulubiony temat nie tylko tej, ale wszystkich innych pop punkowych grup; stąd też autor tekstu do "All The Girls" podsumowuje zachowania współczesnych dziewcząt, przy czym trudno odmówić mu racji, choć mylący może być pronoun "all" zawarty w tytule. Zdecydowanie lepiej, moim zdaniem, niż utwór numer jeden, prezentuje się następny na liście "I Like", niemożebnie podnoszący jakość całości. Podobnymi perełkami wśród składającego się z siedmiu kompozycji wydania są z pewnością "Can't Stop Loving You", ballada oparta na prostej perkusji i nastrojowymi, delikatnymi elementami 'basówki'. Uroku z pewnością dodaje głos pewnej tajemniczej niewiasty, śpiewającej chórki do wokalu Justina Godseya. "Hotel Room Queen" to krótka, niespełna trzyminutowa opowieść o przygodnej znajomości. Oprócz "We Are...", utwór ten znajdziemy też na innej EP-ce, "Livin' Off The Party Scene", co świadczy o tym, że o przebojowości tegoż kawałka świadomi byli też jego autorzy. Obie wersje różnią się minimalnie brzmieniem i - przynajmniej w moim odczuciu - lepiej wypada wariant wydany później (niestety ciężko mi było go znaleźć na YouTube, stąd też na blogu ląduje wersja pierwsza).
Pozostałe utwory są dość przeciętne - generalnie wszystkie siedem utworów sprawia wrażenie, jakby były pisane na jedno kopyto, co nie zmienia faktu, że kilka z nich naprawdę może wpaść w ucho. W innym, także wspomnianym już dziś wydaniu ("Livin' Off...") nie można znaleźć niestety nic wielkiego, może poza "She Hates To Love Me", która święci stosunkowo dużą - jak na warunki - popularność, mi jednak nie przypadła do końca do gustu. Wielbicielkom The Summer Set nadmienię, że zespół nagrał też utwór z ich wokalistą, Brianem Dalesem, zatytułowany "Fall".
Naprawdę warto zapoznać się z My Girl Friday. Polecam zwłaszcza tym, którzy cenią pop punk jeszcze sprzed nasycenia elektroniką i stale przenikającymi do gatunku elementami współczesnego popu.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz