niedziela, 18 marca 2012

Offtopic #1

Lenny Kravitz - Again (2001)

Zastanawiam się, jak przebiega proces tworzenia muzycznych arcydzieł. Co czują prawdziwi mistrzowie, klasycy gatunku, gdy właśnie piszą swój kolejny hit, przebój. Czy zdają sobie sprawę, jak bardzo blask ich geniuszu odbija się na kolejnym napisanym słowie czy szarpnięciu struny gitary. 

Często się zdarza, że to w najprostszych utworach najwidoczniej przejawia się kunszt artysty.

Zastanawiam się również, czy Lenny Kravitz, pisząc tekst o tak banalnej, a jednocześnie prawdziwej sytuacji, spodziewał się, że utwór wywoła tyle poruszenia na całym świecie. Że melodia oparta na prostocie, łagodnym, a przy tym rockowym brzmieniu i nielicznych smyczkowych wtrąceniach zaskarbi sobie tyle serc na całym świecie (w tym i moje)?

A czy taka sytuacja może się zdarzyć w rzeczywistości? Ile razy człowiek tkwi w toksycznym związku, jednocześnie zdając sobie sprawę, że swoje prawdziwe uczucie minął gdzieś tam, za rogiem? Ile razy tłumi w sobie poczucie niewykorzystanej szansy? Ile razy powtórzy sobie w myśli legendarny wers: "I wonder if I'll ever see you again"? 

Utwór ten może nużyć zwykłego śmiertelnika. Mnie oczarował od samego początku, od pierwszego słowa, jakie Lenny wyśpiewał na niemieckiej VIVIE pewnego niedzielnego poranka, już pewnie z siedem lat temu. Czaruje mnie nadal, za każdym razem, gdy gości w moich głośnikach. Od tamtego czasu jestem bogatszy o doświadczenie, także o solidną dyskografię Kravitza, jednak żaden jego kawałek nie zachwycił mnie tak jak ten:



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz