niedziela, 18 marca 2012

Z bazy cedeków #1

The Cab - Symphony Soldier

Był środek wakacji, gdy do moich uszu dotarła radosna nowina o drugim albumie The Cab, który miał zagościć na sklepowych półkach w ostatnim tygodniu sierpnia. "Symphony Soldier" miał być niejakim kontynuatorem 'wojennych' przygód Alexandra DeLeona, po pierwszej, bardzo udanej płycie zatytułowanej "Whisper War". Niemal od razu zaznajomiłem się też z singlem "Bad", który jako pierwszy miał promować ich najnowsze dzieło.

Nie zawiodłem się - ten utwór to prawdziwa REWELACJA. Naprawdę, wszystko, czego oczekuję po współczesnym pop-rocku - instrumenty klawiszowe, świetna warstwa tekstowa, oczywiście kapitalny wokal. Szkoda tylko, że postanowiono obniżyć jakość singla jako całości i kompletnie spaprano teledysk - sorry, może nie znam się na "modern directingu", czy jak to się zwie w branżowym slangu, ale mnie to nie przekonało, i sądząc po ilości negatywnych recenzji na YouTube - nie tylko mnie. Pomysł oczywiście ciekawy, ale efekt - mierny. Przewijające się zdjęcia są dobre dla amatorskich plików wideo wrzucanych do sieci, ewentualnie mogło to przekonać widownię kilkadziesiąt lat temu. Może taki był zamysł? Powrót do przeszłości? Taki vintage? To nie dla mnie.


Na szczęście to chyba jedyny minus całego krążka, gdyż poszczególne utwory prezentują się nadzwyczaj okazale. Oczywiście nie jest to album wypełniony hitami od pierwszego do ostatniego numeru, lecz najlepsze utwory są uzupełniane solidnymi kompozycjami, które nadają się idealnie do roli, którą pełnią - swoistego przerywnika, uzupełniacza czasu między jednym hitem, a drugim. Utwory, które w żadnym wypadku nie powinny zostać wybrane na singiel, a który nie zawodzą swoją jakością. Za taki 'dopełniacz' można uznać "Temporary Bliss", znajdujący się między otwierającym album "Angel With A Shotgun" i wspomnianym już "Bad". 

Najmocniejsze punkty płyty? "Her Love Is My Religion" - potencjał na naprawdę duży przebój. Nie wiemy jeszcze, który utwór będzie drugim singlem z 'Żołnierza symfonii', ale wspomniany właśnie to u mnie mocny kandydat. Bardzo dobrze prezentuje się także dziesiąty na liście "Grow Up and Be Kids". Do głowy wchodzi także "La La", ze względu na charakterystyczny refren, ze słowami użytymi w tytule. "Another Me" - z ciekawym, symfonicznym brzmieniem a la "Lonely No More" Roba Thomasa.

Co ciekawe, DeLeon z kompanami zaprosili do współpracy wielu dużo popularniejszych artystów, jak choćby Pete Wentz z Fall Out Boy, który współtworzył wspomniane "Grow Up and Be Kids". Rękę Adama Levine'a czuć przy utworze "Animal", który równie dobrze - oczywiście z innym wokalem - mógłby wylądować na ostatnim krążku Maroon 5. Nieco zawiodłem się z kolei na "Endlessly", przy którym pracowała ikona popu, jeśli chodzi o ostatnie miesiące - Bruno Mars. Brzmi zdecydowanie zbyt cukierkowo, jak na taki - zaryzykowałbym stwierdzenie - nawet mroczny album. 

Naprawdę solidny album, w moim mniemaniu dorównujący pierwszej płycie wydanej przez The Cab. Jest to krążek bardzo równy, nie posiada na swojej trackliście ani gigantycznych hitów, ani też kompozycji bardzo słabych. Są takie, przy których warto zatrzymać się na dłużej i takie, które stanowią tylko uzupełnienie. Grupie tej daleko do soczystego pop-punku, to raczej melodyjny powerpop, którego tak bardzo brakuje mi we współczesnej muzyce. Dlatego też - według mojej subiektywnej i nic nie znaczącej klasyfikacji - album dostaje ósemkę plus. Na dziesięć.

Płyty nie znajdziecie w polskich sklepach, w amerykańskich (jakby ktoś planował lot do NY, ot co) zresztą też nie. Aby ją nabyć, należy odwiedzić internetowy sklepik grupy, ewentualnie iTunes.

A oto chyba najpopularniejszy utwór The Cab z płyty Whisper War:




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz